COFNIJ
28 02.2019

Kamperem na narty...

 

Wyjazd (nie) wysokiego ryzyka

Wyjazd zimowy na narty, to wyjazd wysokiego ryzyka. Zazwyczaj towarzyszy mu bowiem huśtawka skrajnych emocji. Z jednej strony radość i wizja białego szaleństwa, z drugiej jednak obawy, które narastają wraz z pojawianiem się kolejnych pytań. Czy będą tłumy? Kolejki do kolejek? Czy znajdzie się jakieś sensowne zakwaterowanie? Czy uda się nie wydać fortuny? No i – pytanie kluczowe: czy będzie śnieg??

 

 

Prześledźmy dwa warianty wyjazdu:

Wariant A przewidziany jest dla osób, które nie posiadają pociech w wieku szkolnym (lub niespecjalnie przejmują się grafikiem ferii zimowych), co przekłada się na ich większą elastyczność w wyborze terminu wyjazdu. W takiej sytuacji można pozwolić sobie na luksus celowania w miesiące obfitujące standardowo w największe opady śniegu. Sami jednak przyznacie, że w ostatnich latach nie ma czegoś takiego, jak „pewna” pogoda. Zawsze, w większym lub mniejszym stopniu, jej przewidywanie jawi się jako swoiste wróżenie z fusów. Oczywiście, być może znajdujemy się w gronie tych szczęśliwców, którzy nie muszą planować urlopu z dużym wyprzedzeniem i z pakowaniem sprzętu narciarskiego mogą czekać aż do momentu, w którym uznają, że pokrywa śniegu osiągnie zadawalające parametry. Załóżmy zatem, że śnieg nam sprzyja. Pora zająć się szukaniem noclegu. Zaczynamy zatem nerwowy wyścig z czasem wertując wyszukiwarki oferujące kwatery/pensjonaty/apartamenty/hotele. Być może szczęście nadal nam dopisuje i uda nam się znaleźć coś wolnego. Już, już krzyczymy „hurrrra!”, gdy nasz wzrok pada na cenę, którą musimy uiścić za nasze zakwaterowanie. Euforia trwała zbyt krótko…

Wariant B to opcja dla tych, którzy – jak tak my – starają się wpasować w kalendarz danego roku szkolnego. Możliwości wyboru terminu są zerowe; możemy jednak zająć się szukaniem noclegu już rok wcześniej. Wybieramy sobie zatem interesującą nas kwaterę, kupujemy ski-pass, analizujemy trasy zjazdowe i z niepokojem śledzimy bieżące prognozy pogody. Nadchodzi dzień wyjazdu i… śniegu nie ma.

Może zatem nadszedł czas, aby uniezależnić się od oferty typowych ośrodków wypoczynkowych i zminimalizować ryzyko spędzania wyjazdu narciarskiego bez jeżdżenia, bo wybrane przez nas miejsce akurat nie obfituje w śnieg? Może warto zachować komfort zmieniania planów w zależności od pogody i warunków, nie przejmując się tym, czy uda nam się znaleźć nocleg w cenie, która nie przyprawi nas o zawał serca?

Kiedy rok temu kupowaliśmy naszego kampera, buńczucznie zapowiadaliśmy, że sezon narciarski 2018/2019 spędzimy właśnie w kamperze. Im bliżej było wyjazdu, tym większe wątpliwości nas (no dobra -  mnie) ogarniały. Najważniejsze oscylowały wokół dwóch kwestii: czy my tam nie zamarzniemy i czy ogarniemy kwestię suszenia ubrań i lokowania w schowku zaśnieżonego sprzętu?

Dość długo wstrzymywaliśmy się z wyborem miejsca docelowego. Śnieg w styczniu raz był, raz nie było. Na początku lutego porządnie sypnęło, więc stwierdziliśmy, że nie ma sensu, na tak krótki wyjazd (wstępnie planowaliśmy 4 dni) pchać się dalej. Ostatecznie wylądowaliśmy na Słowacji, w Tatrach Zachodnich i już wiemy, że tam właśnie będziemy  świętować koniec roku 2019J

Pierwszą noc spędziliśmy na dziko; w kolejnych korzystaliśmy z fantastycznego campingu: http://kemporavice.sk/

Cena za 1 nocleg (bez podpięcia do prądu) to koszt ok. 10 euro. Nam podpięcie nie było potrzebne; wystarczył nam panel solarny.

Nie byliśmy sami; obok nas stacjonowały jeszcze 2 kampery  (na polskich i na słowackich rejestracjach).

Od wyciągów dzieliło nas 200m, tyle samo mieliśmy do miejscowego Aquaparku – basenów termalnych (https://meanderoravice.sk/pl/)

W odległości 10 metrów od naszego stanowiska mieliśmy toalety, prysznice, kuchnię, skład na suszenie ubrań i sprzętu. W praktyce okazało się, że kuchnia i składzik w naszym przypadku nie jest istotny, bo i tak korzystaliśmy z tego, co mieliśmy w kamperze.

No to co nasz kamper posiada, powodując, że jest idealnym pojazdem zimowym?

1)    Zabudowany wewnątrz zbiornik na czystą wodę. Brudną spuszczamy do pojemnika, który można na bieżąco opróżniać (zaadoptowaliśmy na tę okoliczność zwyczajne wiaderko);

2)    Ogrzewanie gazowe, które nawet największym zmarzluchom (czyli mnie) zapewnia komfort ciepła. (zużyliśmy 1 butlę w ciągu 5 dni. Koszt napełnienia jednej butli to 50 zł). Trafiliśmy na naprawdę mroźne noce (temperatura spadała grubo poniżej 10 stopni; mimo to spokojnie można było spać w krótkim rękawku);

3)    Komplet opon zimowych (podczas naszego wyjazdu nie mieliśmy łańcuchów. Nie były nam potrzebne, ale dla Waszego i naszego komfortu w przyszłym roku już będą „na stanie”);

4)    Składzik na sprzęt narciarski zrobiliśmy w bagażniku. Mieliśmy tam włożony bagażnik samochodowy (trumna) i po prostu tam ładowaliśmy cały sprzęt po zakończonej jeździe;

5)    Podwójną podłogę i odpowiednią izolację termiczną.

Każdy wyjazd kamperem to dla nas niesamowita przygoda. Do wyjazdu zimowego podchodziłam z pewną obawą. Teraz już wiem, że była ona zupełnie niepotrzebna. Do wyjazdu kamperem na narty ciężko przekonywać. Tego po prostu trzeba spróbować. To kto jedzie naszym kamperem za rok?:)